"Kościół to nie biurowiec". O ciszy podczas Mszy

Wersję audio tego tekstu znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych

Cisza to nieodzwony element Eucharystii

Żyjemy w czasach przepełnionych bodźcami i szumem informacyjnym. Nawet jeśli niczego nie słuchamy, to najczęściej chłoniemy informacje innymi zmysłami, np. przewijając ekran smartfonu. Trudno nam doświadczyć prawdziwej ciszy, zwłaszcza kiedy mieszkamy w dużym mieście. Co więcej, cisza stała się towarem deficytowym do tego stopnia, że w wielu przypadkach zniknęła również z liturgii.


“Stracić” chwilę czasu

Coraz częściej mam wrażenie, że cierpimy w kościele na zbiorową sedatofobię, czyli lęk przed ciszą. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że mniej lub bardziej świadomie wycinamy coś z Eucharystii? W Ogólnym wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego wymienione są bardzo konkretne momenty, kiedy wszyscy, razem z kapłanem, powinniśmy milczeć. Wtedy nie ma śpiewu, a przy ołtarzu i ambonie nic się nie dzieje. Cały kościół zastyga wtedy w ciszy. Wspólnie stoimy w bezruchu i „tracimy” chwilę czasu.


Te chwile milczenia są niezwykle istotne, a każda z nich ma swój sens. Dla przykładu, na początku aktu pokuty powinna być krótka chwila, żeby każdy z nas mógł w sercu wzbudzić żal za grzechy. Po wezwaniu “Módlmy się” każdy powinien mieć chwilę, żeby wzbudzić intencję, z jaką przyszedł do kościoła. Dłuższe chwile ciszy powinny być też po homilii i po komunii świętej. To nie są propozycje na wzbogacenie Eucharystii, ale jej integralne części, które mają nam pomóc ją dobrze przeżyć.


Czytaj także: Święty Ignacy – mistrz walki ze starym sobą


Codzienność nie pomaga

Czas milczenia jest tak często pomijany podczas Mszy Świętej, że kiedy już jakiś kapłan nagle zrobi dłuższą pauzę po wezwaniu “Módlmy się” albo po komunii usiądzie jeszcze na chwilę modlitwy, zostaniemy zaskoczeni niespodziewaną przerwą. Może zaczynamy w tym czasie nerwowo przebierać nogami, zerkamy dyskretnie na zegarek, bo przecież komunia już minęła i zaraz można wrócić do życia. W takich momentach dochodzi do głosu pierwszy wróg, który nie pozwala nam skorzystać z ciszy – sprawy naszej codzienności, które odłożone na tą godzinę na bok, tylko czekają, żeby na nowo zająć nasze myśli.


W liturgii nie ma deadline`ów

Wielkim wrogiem ciszy jest też pośpiech, ciągła gonitwa, do której przyzwyczaił nas świat, potrzeba wykorzystania każdej sekundy z tego cennego zasobu, jakim jest czas. Przecież akcja liturgiczna powinna iść sprawnie naprzód, kolejne części Mszy Świętej mają następować jedna po drugiej zgodnie z kolejnością opisaną w Mszale. Wszystko dobrze poukładane, jak w korporacji – każdy zna swoje miejsce i swoje zadania do wykonania.


Tylko, że kościół to nie biurowiec, a nas nie goni żaden deadline. Najwięcej w tym temacie zależy od kapłana, który przewodniczy liturgii. To celebrans w naszym imieniu sprawuje Eucharystię i zgodnie z Mszałem to on powinien się zatroszczyć o chwile milczenia w wyznaczonych momentach. Ale nie tylko księża mają swoje za uszami w tym temacie. Pamiętam jak sam jako lektor odliczałem w myślach zwrotki psalmu, żeby wystartować do ambony podczas ostatniego refrenu i zacząć czytanie zaraz po tym, jak organista zagra ostatnie nuty. Oczywiście po to, żeby wszystko przebiegało sprawnie jak w zegarku.


Czytaj także: Po co post eucharystyczny? Czy jego złamanie jest grzechem?


“Zapomniał tekstu?”

Z drugiej strony nieraz spotkałem się z sytuacją, w której po zakończeniu komunii i po puryfikacji kapłan wraca na swoje miejsce, a organista lub schola, żeby uniknąć niezręcznej ciszy, przechodzi do kolejnej zwrotki albo zaczyna zupełnie nową pieśń. Jasne, że nie powinniśmy nadmierne rozwlekać liturgii, a śpiew ma swoje miejsce i bardzo ważną rolę w kościele, ale mam wrażenie, że w takich sytuacjach, chcąc jak najlepiej wykonać swoje zadanie, wylewa się dziecko z kąpielą. Niezależnie od tego, jak dobre są intencje, wycina się coś z liturgii i odbiera pozostałym wiernym możliwość skorzystania z pewnej jej części.


Piszę ten artykuł z nadzieją, że może w jakimś niewielkim stopniu przyczynię się do walki z sedatofobią w naszych kościołach, a my będziemy przygotowani na ten moment zaskoczenia, kiedy kapłan się zatrzyma, a organy zamilkną. Liczę na to, że nie będziemy już jednymi z tych, którzy nerwowo rozglądają się wokół z wypisanymi na twarzach pytaniami „Zapomniał tekstu?”, „Czy organista przyspał tam na chórze?”, a zamiast tego zatrzymamy się razem z pozostałymi i “zmarnujemy” trochę czasu na nasze osobiste spotkanie z Chrystusem.


 


Jeśli chcesz lepiej poznać Eucharystię, zapraszamy Cię do kursu EUCHARYSTIA – TEORIA I PRAKTYKA, który znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych.




0 wyświetleń0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!